niedziela, 11 października 2015

"Sąd sądem, introdukcja musi być po naszej stronie"



Poniżej piszę jak następuję:
Jestem niepoprawny. Jestem zapominalski, nieuważny. Oho - i jestem teraz tu, i to tak publicznie... tylko spokojnie Krzysiu, co znowu się denerwujesz takimi miejscami? Nikt i tak nie będzie tego czytał, to tylko takie osobiste dyrdymały, skutek uboczny zastosowania zasady "cogito ergo sum", przelane przez formę osobowości oscylującej na ciągłym konflikcie powstałym z posiadania instynktu przywódczego oraz stojącej w opozycji trudności, z jakiejś przyczyny, przy nawiązywaniu i utrwalaniu relacji. Nazywając rzeczy bez zbędnego pieprzenia- raczej jestem indywidualistą. 

Co do wyżej i niżej wymienianego miejsca, tego manifestu kierunków mojej wyobraźni, odnośnie tego  kącika tak tyci-tyci, niemalże zaułku w łuku ściany;  gdyby było miejscem w domu, to takim gdzie stawia się kwiatek, który zasłoni krzywiznę między cegłami.   z uwzględnieniem jego faktu i ze świadomością że ni cholery nie znam wartości tej treści, bo ja tylko pismakuję i knuję co by tu napismakować pozostaje mi złudna nadzieja że czytelnik osądzi i mam nadzieję że obędzie się wkoło bez patosu jak w filmach z Gibsonem i zabijających rytm napięcia ataku reklam godnych polsatowskich bezmózgich animacji które nagle w sajgonie skupienia ryczą dżinglami do nieprzytomności. Uszo- i oczojebne argumenty do zakończenie niezbyt udanego romansu z telewizją. I ten nieuleczalny brak ciepła kojącego głosu Krystyny Czubówny, którą to jako jedyną widziałbym w ramach recytacji tych słów zamieszczonych do weryfikacji.

Ewentualnie niniejszy tekst widziałbym w formie limeryku na ukulele, śpiewającego przez pomarszczonego buszmena pod rytmy Gangu Albanii.
Patrzcie, to moje, przeze mnie dopasowane, i to nie jest moje ostatnie słowo. Oswajam się dopiero z odczuciem towarzyszącym temu że będę miał publiczny malutki i niszowy kącik w ogromnym świecie internetu. Ja jak coś wyciągam z szuflady, to jest święto lasu i mrówki świecą jak świetliki jak popiją denaturatu z Czarnobyla.

Jeśli jednak, jakimś cudem, przypadkiem jesteś tu, i nie jesteś duchem a zawędrowałeś w wyniku metamorfozy z zagubionego operatora przycisku myszy, która zerwała się z łańcucha, pozostawiony na polu teraz więc dla mnie do popisu coby z bloku ociosać zarysy rzeźby czytelnika, z gatunku tych co w wyniku zbyt częstego powtarzania alfabetu w podstawówce odruchowo zaczynają sklejać literki w zdania i tak im już zostaje. Marzenia świętej głowy jak w mordę strzelił, więc składaj spokojnie w główce te literki w zdania, ale  wiedz że w starożytnym Rzymie 1 komentarz miał wartość 500 Euro, a że to było 2000 lat temu, łatwo policzyć, że wartości komentarzy od tamtego czasu wzrosła niewymiernie i wyciągnąć wniosek że traktora waflem nie zatrzymasz.
Trzymałem je w szufladzie, a to był błąd jako że każdy, kto wierzy w Mikołaja, Muminki czy postacie z bajek Brzechwy, wie że to właśnie ciemne i mroczne zaułki własnego biurka są żerowiskiem dla niewidocznych dla ludzkiego wzroku bakterii, przenoszonych drogą drogową, przenoszących do wszystkiego niechęć do siedzenia w szufladzie. Właśnie te bakterie wniesione zostały mi pod moją nieobecność do szuflady przez Muminki; są niczym innym, tylko harcującą bandą neurotyków i schizmatyków, co biegając w przebraniach za panów incognito, kazały pozdrowić fanów Miłosza.


Ale, ale...
Minister Dobrego Samopoczucia ostrzega:
Te twory liryczno-ekshibicjonistyczne mogą być gówniane, mogą w nich siedzieć błędy jak rodzynki w cieście, mogą celowo kryć kilka znaczeń - a wszelkie zbiegi okoliczności z własnymi teoriami będą  na bieżąco przypisywane jako celowo istotne do interpretacji. Jak gdzieś kropki brakuje, a brakuje od cholery, proszę pisać zażalenia adresując je do Premiera Antarktyki: byłoby zakrzywieniem czasoprzestrzeni jakby odpisał. Natomiast o tym, co autor miał na myśli - jest cień szansy po ciemnej stronie księżyca - będę umieszczane w okolicy tekstu.
Następnie dodał adres im  do ulubionych mówiąc: "Bierzcie i czytajcie z tego wszyscy". Teraz siedzi na fotelu po prawicy myszy i nie może zliczyć błędów i literówek tekstu. Zawsze był cienki z matmy.

Z tej okazji miłego pobytu w miejscu, gdzie nie przypadkowo pod szyldem twardego stania na ziemi opisane są bolesne z nią upadki zbyt często bujającego w obłokach pismaka, człowieka który jest żywym wcieleniem powiedzenia "zdolny ale leniwy". Tutaj będę się rozpisywał, jak bardzo nic mi się nie chce i czemu nie rozwijam zdolności. I będzie muzycznie, a muzykę wybieram po procesie wyboru muzyki. Proces wyboru muzyki polega na wrzuceniu 100 losowych klipów do bębna pralki piorącej i wylosowania odpowiedniego adresu, który potem wklepuję z magicznymi zaklęciami, by pojawiły się tu. Zawiłe? Też się w tym gubię.

Czy wspominałem już że jestem wybrednym konsumentem wytoczonej mi krytyki? I gburem. A czasem nawet miewam poczucie humoru.
A z wad to jestem głupszy niż sprawiam wrażenie.
Na pierwszy ruszt wyciągam i wklejam poniżej takie cacko-cosiowe w sosie lirycznym, wynikłe z niedawno ułożonych literek.
Ogólnie to wydźwięk poniższego tworu ujęty podsumowaniem"Taki duży taki mały może świętym być"-  jakkolwiek prymitywne i bezczelne, tym bardziej że sam sobie je wymyśliłem - jest w miarę trafne.  I stan mojej narracji ma się dobrze, jeśli komuś sprawiam wrażenie że piszę nie z duchem czasów, wyjaśniam że ja piszę według czasu letniego, a w ogóle to mnie urodziła ciotka a tryb swojego dnia opracowałem z uwzględnieniem iż kiedyś mogę zostać eskimosem. I w ogóle to nie wierzę w duchy,  i nie mam dla nich czasu.
Ogólnie wiem też, że jestem wybitnym moralizatorem; milion razy lepszym od doktora moralitetów, nijakiego Marcela Morela. Dodam na zakończenie jeszcze, że popada się ten ton czasem sam w siebie sam z siebie, nie że niby ja miałbym weń się zanurzać - jakoby - tym tonem w którym nieraz  tonę. No bo niby jak, że tak do końca celowo bym bredził, nie tylko czasami?


*   *   *


Zapiski posiadacza szarej miski



Głupota jest względna dla każdego.
Nauczyłem czegoś tylko kilku ludzi,
siebie nauczyłem wielu złych rzeczy.
Ludzie to już nie człowiek.
Masa plastyczna owszem,

ale wtedy każdy układ inny.

Więc piszę list, by świata
nie tykać,
byśmy nie spadli jak ze wspólnej ławki.
To z tego powodu ściga nas karma,
depcząc pięty -  rozlicza niewinnych.
I choć głupotę każdy definiuje inaczej,
drogi to towar. Za głupstwo się płaci;
Ironia - mądrze oddaje ileśmy warci.

Więc jesteśmy ściganym, jak i tym co ściga.
Ja, tak jak i ty. Pojedynczo, wyjęci z masy.
Zauważam, że działamy na siebie wzajemnie,
bardziej niż księżyc na oceany.
Tak samo milcząco. Tak jakby na śpiąco.
Celowo, jak najbardziej nieobecnie.

Zdaje się, że różnimy się, szczególnie głupotą,
I nawet gdyby chcieć coś zmienić, w końcu

porzucamy nadzieje.  I już cel każdy widzi inaczej.

Ogólnie wiadomo że tłum jednak być musi,
 zbyt rzadko rozumie jak rzeźbić w masie,
by nie świat
wytykać łapskami niepotrzebnie; 
a pomyłki i kłamstwa w garniturach;
Bywa, że dopina swego.
Co jakiś czas nadchodzi gorsze,
gdy nikt głośno nie mówi. 

Wtedy sam pośród ciszy,
słyszę jak kręcą się, w tłumie
wzajemnej adoracji, coraz prędzej,
młyny, co wodę potokiem się leją
,
na kolejną mgłę celowej dezinformacji.

Więc co, gdy nas coś połączy?
Błądzenie po ciemku i szukanie światła?
Chęci w moralniejszych etycznie bytowaniu?
Gazety i bajery, fasady, budynki i inne miejsca
Ja i Ty. I wszystkie możliwe światy.
Jak jeden idealny fraktal, bez planu rysowany.

Potem pazernie w górę wyrywa się władza,
porządzić aż do odrywania się się od świata,

by na końcu odkleić fantazję od wyobraźni.
Mruczą wówczas po kątach nieliczni, co mądrzejsi.
Dla reszty ciągle przecież jeszcze trwa karnawał,
tam karuzela i cyrk, i dawno klauni z klakierów wyleźli.

Wymowny staje się więc wybór: między udziałem a bezruchem,
wiedząc, że nie ujmie się swego świata w żadnych słowach. 

Zbyt to kruche by iść z tym, ot tak, w dal.  Nie kalkuluje się.
W ciszy nie ma chęci uczestniczyć nigdy głupota.
Milczenie nie ma wartości, za mało kosztuje mowa.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz