poniedziałek, 29 lutego 2016

Święto Lasu (czyli opowiadanie o robakach)



Święto lasu

     Robaki na łące postanowiły urządzić imprezę z okazji Święta Lasu na niewielkiej polanie pod lasem brzozowym. Motyle zebrały nektar z pobliskich kwiatów, mrówki zaś przyniosły zboże na zakąskę i na w ćwierć nadgniłego ogórka. Żuki zajęły się sprawami technicznymi imprezy, toteż szybko na polanie zaczęło radośnie buczeć.
     Tramwaje, za które robiły Kowale, woziły zdenerwowane Rybiki bo panicznie unikały Skorków balujących po drugiej strony krzaka. Wolały ich uniknąć, by nie wdawać się w dyskusje o wyższości wilgotnego kawałka spróchniałego pieńka nad posadzką łazienki, gdyż takowa dysputa mogłaby mieć efekt włożenia kija w mrowisko.
     Wybrano z leśnej okazji Święta, muszkę owocową, jedną z tych która żyje jedynie kilkadziesiąt dni; przekupiona owocami postanowiła pracować jako maskotka przez znaczną część swego życia. Kawałki jabłka rzucane jej w przerwie osładzały jej życie.
     Mrówki krzątały się to tu, to tam i układały igiełki sosny, ogradzając teren imprezy. Koniki polne zaczęły odgrywać dźwięki, zbyt skoczne i rześkie jak na tą porę roku. Znów stare muchy będą plotkować o nieodpowiednim i źle dobranym repertuarze oraz o patologicznym zachowaniu owadów społecznych. Znudzone natomiast były trzmiele, buczące nieustannie w liściach szczawiu.
     Nim słońce zamieniło się rolami z księżycem na niebie, owadzia impreza zaliczała już zgon, w trakcie którego mrówki krzątały się to tu, to tam, chowając igły sosny. Muchy przesadziły z muchomorem, zamroczone leżały w rowie od dłuższego czasu i wymieniały wszystkie gatunki leśnych owoców. Rybiki porozganiały się po lesie od nadmiaru cukru zawartego w miodzie, które zorganizowały pszczoły, nieobecne z powodu żniw.
     Świetliki przygasły upojone nektarem, które zdobyły cholera wie gdzie. Tylko kilka z nich, jakby nie dość dobrze się bawiło, latały po lesie bez większego celu, jakby ich Święto Lasu na polanie nie zadowalało. Mimo iż tramwaje zajechały już dawno na pętlę, ustało buczenie, wielko-leśne życie szykowało się do snu. Nieliczne świetliki latały po polanie zastanawiając się i zachodząc w głowę, kto posprząta całe to pobojowisko; skutkowało to tym, że tyłki świeciły im nieco jaśniej.
      Dwa miesiące później ludzie wycięli brzozy, a polanę zalali betonem. Postawili supermarket pierwsza klasa. Rybiki zamieszkały na zapleczu gdzie znalazły dość dużą kafelkowaną posadzkę. Skorki również znalazły sobie kilka miejscówek. Obozują w okolicach śmietnika, o prawa do którego walczą nieraz z osami.
     Czasem kilka mrówek przejdzie przejdzie krawężnikiem nieopodal wspominając Święto Lasu; nieraz żuk przeleci na parking lub światło neonów zwabi niedowidzącego świetlika. Taki owadzi przechodzień spojrzy na supermarket, tam gdzie niegdyś była polana i tylko westchnie cicho pod aparatem gębowym, po czym poleci dalej.

8 komentarzy:

  1. Robaki nie wiadomo czemu nacechowane są negatywnie przez ludzi, wzbudzają lęk, odrazę, a przecież przykładowo zachwycające motyle i pożyteczne pszczoły to też robaki. Po przeczytaniu tego opowiadania (kojarzy mi się z felietonem) zastanawiam się, kto tak właściwie jest robakiem. Pomyślałam też o szczurach i nasunęły mi się na myśl ciekawe analogie. Kiedy będzie następny tekścik?

    OdpowiedzUsuń
  2. "Felietonem" bym tego tekstu nie nazwał, bliżej mu do opowiadania. Już nie pamiętam co miałem w głowie, pisząc je - ale czasem trzeba mieć w głowie nic, by móc napisać coś. Nie zgodzę się, że wszystkie owady są nacechowane pejoratywnie - duża część jest neutralna lub nawet wzbudza ciekawość i podziw (np. motyle, ćmy). A tekst nie jest o byciu robakiem... to znaczy jest, ale tylko na tej pierwszej oczojebnej warstwie fabularnej.

    Tekstów nie piszę na akord a z natury jestem leniem więc ciężko mi przewidzieć moment ukończenia. Mogę powiedzieć z całą pewnością jednak, że następny tekst będzie, gdy go wrzucę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A czy mógłbyś mi wyjaśnić o czym jest tekst w drugiej nie-oczojebnej warstwie?
    Wcale nie twierdzę, że owady są nacechowane pejoratywnie. Chodzi mi o konkretne słowo - robak, jak w tytule. Ach te słowa... uwielbiam, gdy ujawnia się ich niejednoznaczność. A gdy w tekst wkrada się nieścisłość i abstrakcyjność trzeba się liczyć z możliwością braku zrozumienia.
    Wszyściutkie stworzenia na świecie są fascynujące, jednak to jest moja subiektywna opinia. Obserwując i spotykając różnych ludzi dostrzegłam, że robaki wzbudzają wstręt i lęk (nie dotyczy to nielicznych dzieci, które jeszcze nie uległy zbytniej ,,socjalizacji" albo z innych powodów reagują w odmienny sposób). Co więcej robaki popychają do agresji - widząc pająka popierdalającego po ścianie wszyscy lecą tylko po to, by go unicestwić brutalnie (a przecież można złapać i wypuścić gdzieś indziej, choć w czasie mrozów to trudne). Robaki które nie są nacechowane ujemnie nie są nazywane robakami, chociaż też przecież nimi są. Czy jestem w błędzie? Nawet wirus komputerowy określany jest tym mianem.
    A jeśli chodzi o lenia... to przez niego ,,Poderwanie do lotu" o ciekawie rozwijającej się akcji zostało tak pośpiesznie zakończone?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię podawać interpretacji na talerzu, ogólnie jednak tekst jest o płynności czasu i niemożliwości powrotu do tego, co już było.
      Dwuznaczność jest piękna - pozwala nadać uniwersalnego brzmienia tekstom.
      Co do lęku przed owadami - ponoć nabywamy go we wczesnym dzieciństwie. A do "robaków" - coś w tym jest :)
      "Poderwanie do lotu" było tekstem którego pisanie mnie mocno zmęczyło. Co prawda nie wykluczam kontynuacji i celowo zostawiłem niektóre wątki otwarte, niemniej muszę od niego odpocząć :)

      Usuń
  4. W sumie też nie lubię gotowców i łatwizny. Wolę pogłówkować. Jakiś ,,diabeł" chyba pokusił mnie by zapytać o interpretację. Następnym razem będę sama dociekać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie o to chodzi, bo wiem, że czasem trzeba faktycznie naprowadzić :) A to opowiadanie ma wymiar spojrzenia na życie owadów w krzywym zwierciadle. Czyżby owady symbolizowały swego rodzaju, swoiste "społeczeństwo"? :) O!

      Usuń
  5. Ha! Bez naprowadzenia mogą powstać rozmaite interpretacje, nieraz bardzo odległe od pierwotnego zamierzenia autora. I przyszło mi na myśl, że taka interpretacja jest chyba najlepszą, niczym nie zniekształconą oceną twórczości, odpowiedzią na pytanie: ,,czy tym tekstem mój cel został osiągnięty"?
    No bo chyba w każdym tekście jest jakiś przekaz. I myślę, że dotyczy on ludzi, więc owady symbolizują społeczność ludzką... tylko jaką? Może zwykłą, najpospolitszą - zrezygnowaną, poddaną, według której lepiej się przystosować, siedzieć cicho, nie protestować, nie działać... ale to jest powszechne, a nie swoiste. Twardy dla mnie orzech do zgryzienia. Chyba mam zbyt wąski umysł a moje myślenie jest zbyt mało abstrakcyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie polecam sobie narzucać restrykcji w stylu "jestem zbyt ograniczony/-na, by to rozumieć" :)

      Usuń